Sławomir Kowalewski: Chciałbym poprowadzić program w Nowej Zelandii

b_150_120_16777215_00_images_Slawomir-Kowalewski.jpgZa co najbardziej lubi Pan radio?

Sławomir Kowalewski, prezenter radiowy, od 2003 r. związany z RMF FM: Za to, że w radio można pracować wyobraźnią. Ubrać ją w słowa, stworzyć nimi odpowiedni nastrój, przekaz wzmocnić muzyką. Choć tak naprawdę, najwięcej kryje się miedzy słowami.

Znalezienie tej właściwej płaszczyzny do przekazania emocji jest wyzwaniem, chyba za to najbardziej lubię radio. I za to, że poznaje się ciekawych ludzi.

Pierwsza praca w radiu? 

Radio Eska w Warszawie, potem Radio PSR w Szczecinie. Czysty przypadek.

Ulubiona stacja?

RMF Classic, odpoczywam przy niej jak na zielonej łące :)

Ulubiony radiowiec?

Duet Tadeusz Sołtys i Michał Kubik, ale to nie wróci. Tak jak Tomasz Beksiński. Dziś Marek Niedźwiedzki.

Wydarzenie, które najbardziej wspomina Pan z pracy w radiu?

11 września.

Radiowe marzenie, cel?

Program z Nowej Zelandii. Kocham ten kraj i chciałbym tam kiedyś poprowadzić weekendowy poranek.

Czy jest coś, czego brakuje Panu w polskim radiu?

Normalności, naturalności, szczerości. I ciekawych nocnych audycji z rozmowami do rana.

Jakiej muzyki słucha Pan w domu?

Głownie klasycznej i filmowej, ostatnio wróciłem do muzyki z Królestwa Niebieskiego.

Na jakiej częstotliwości Pan żyje?

Pracowitej, cenię sobie każdą wolną godzinę. I czekam na falę, która mnie zaniesie do Nowej Zelandii :)

Czy chciałby Pan coś dodać? :)

Nie, nigdy nie byłem dobry z matematyki :)